- Od czasu do czasu mogłabyś dać oznaki życia - zmrużyła oczy i weszła do środka, niczym do siebie.
- Mnie też miło ciebie widzieć, Effs - powiedziała ironicznie i zamknęła drzwi.
Ciemnowłosa rozsiadała się na kanapie. W drodze do salonu kątem oka spojrzała do sypialni znajomej, gdzie dostrzegła niepościelone łóżko i kilka sztuk ubrań na podłodze, co było zupełnie niepodobne do Sheili.- Chcesz coś do picia? - zapytała niższa z dziewczyn.
- Może powiesz mi, gdzie się podziewałaś przez ostatnie dwa dni? Nie było cię w szkole, a w niedziele napisałaś mi nędznego sms-a! - powiedziała z oburzeniem.
- Miałam swoje sprawy do załatwienia.
- Ciekawe, jakież to, Hewitt!
- Przestań na mnie najeżdżać, okay? - warknęła.
Odwróciła się do niej plecami do czarnowłosej i zajęła się parzeniem herbaty. Stonem patrzyła na nią z szeroko otwartymi oczyma, gdyż zupełnie nie rozumiała jej zachowania. Co się stało z Sheilą, która czasami bała się swojego cienia?
Odebrała od niej kubek z herbatą i upiła kilka łyków. Dołożyła plasterek cytryny i wpatrywała się w dziewiętnastolatkę, próbując na nią nie naciskać, ale jednocześnie oczekując jakiegokolwiek wyjaśnienia. Przecież człowiek od tak nie może zaszyć się w mieszkaniu! Przynajmniej nie Sheila.
- Jak randka? - wypaliła Elizabeth.
Trafiła w sendo, gdyż dziewczyna momentalnie się spięła. Poczuła się niekomfortowo i onieśmieliła się. Spojrzała krótko na swoją jedną jedyną bliską koleżankę, po czym spuściła swój wzrok i próbowała uniknąć tematu milczeniem. Nie mogła jej powiedzieć, że połowy wspólnie spędzonego wieczoru ze Stanleyem nie pamięta.
- W porządku.
- Żadnych ostrzejszych szczegółów? - żartobliwie ją szturchnęła.
- Nie - warknęła i zacisnęła wargi.
Uniosła ręce w geście obronnym i wzięła pilota do ręki, skacząc po kanałach. Od czasu do czasu spoglądała na Sheilę, lecz ta nie miała zamiaru pisnąć żadnego więcej słówka.
Louis siedział na kanapie w przestronnym salonie i tworzył kółeczka z dymu papierosowego, którym zaciągał się co jakiś czas. Strzepnął popiół do popielniczki i spojrzał z uniesioną brwią na zadowolonego Stana. Anderson, odkąd tylko pojawił się w domu po randce z Sheilą Hewitt, szczerzy się od ucha do ucha i ten zadziorny uśmieszek wcale nie schodzi mu z jego twarzy. Obleśnej twarzy, dodał sobie Tomlinson w myślach.
Dwudziestodwulatek dla własnego poczucia zadowolenia postanowił zepsuć radosny humor swojemu kumplowi. Poprawił się na miejscu i wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym leniwy uśmieszek wpełznął na jego usta.- Gwizdka z nieba spadła czy jak? - obejrzał się za siebie, gdy usłyszał zbolały jęk Harry'ego, kiedy starszy próbował przetransportować się do kuchni.
- Jeszcze lepiej - odpowiedział Stanley, wyciągając nogi w przód i krzyżując je w kostkach.
- Ogarnij się. Ta laska nie jest warta twojego wysiłku - dmuchnął w niego szarawą chmurą dymu.
- Stul pysk - warknął na niego, a uśmiech znikł, co wywołało satysfakcję u Louisa.
- Zachowujesz się jak zakochany pedałek.
- Dawno żadna dupy ci już nie dała, co Tomlinson? Poszukaj sobie jakieś dziwki, zanim zniszczę twoją cenną dla nich buźkę.
- Nie tak ostro, szefuniu - zaśmiał się i zgasił peta.
Stanley burknął coś pod nosem i udał się na piętro. Wyciągnął spod łóżka laptopa, którego uruchomił. Podłączył do urządzenia swój telefon i zgrał wszystkie zdjęcia, które przedstawiały półnagą Sheilę. Te fotografie w jego rękach były cenne niczym diamenty.
Mężczyzna był na tyle wpatrzony w zdjęcia nastoletniej Sheili, że nie zauważył, kiedy Harry wszedł do środka. Szatyn z kręconymi włosami spojrzał na ekran i oblizał usta, widząc kobiece ciało odziane jedynie w bieliznę. Uznał, że z pewnością nadawałaby się do magazynów przeznaczonych tylko dla mężczyzn.
- Czego? - warknął na niego.
- Nic, nic - zachichotał i uniósł rękę w geście obronnym - Niezła ta twoja lalunia. Może ja mógłbym się tak koło niej zakręcić, co?- Jeżeli chcesz ryzykować...
- Daj spokój, Stan. Wiesz, że się ciebie nie boję.
- A powinieneś zacząć.
- Zakochany kundel się znalazł... - powiedział pod nosem.
- Jeszcze jedno słowo, a odstrzelę ci kurwa jaja!
- Zapanuj nad agresją - zawrócił mu uwagę, przez co sprowokował go jeszcze bardziej - Sheili się to nie spodoba.
Potem opuścił pomieszczenie, oblizując usta i szczerząc swoje zęby. Popatrzył na przechodzącą obok niego Cassie, po czym ruszył w stronę swojego pokoju.
***
Cassie tymczasem nie widziała do końca co ze sobą zrobić. Błąkała się po domu Andersona. Nie lubiła tego budynku. Pomimo zabawowego towarzystwa, to akurat w tym miejscu się nudziła, jak nigdzie indziej. Nie miało znaczenia nawet to, że każdy pokój był nowocześnie urządzony. Kto jak kto, ale właściciel domu był naprawdę bogaty.
Przeszła przez salon, gdzie siedział rozłożony Louis paląc kolejnego z rzędu szluga. Co prawda z każdym papierosem pogłębiał swoją szansę na raka, ale nie przeszkadzało mu to najwidoczniej. Tym bardziej, że w głowie miał słowa Stana. Dawno żadna dupy ci już nie dała, co Tomlinson?
Evans nie odezwała się nawet słowem na temat niszczącego sobie życia Louisa, tylko bezpośrednio skierowała się do przezroczystych drzwi, które prowadziły na taras. Spojrzała na przestronne podwórze. Zdaniem Cas było ogromne. Pomimo takich możliwości, nie była skłonna dopuścić się do tego, co Stan.
Sprawa była oczywista - Anderson zapewnił sobie takie miejsce zamieszkania poprzez nielegalne środki. I tu wcale nie chodziło o to, że przez pewien czas był rozchwytywanym dilerem, ale także o to, że był w stanie okradać nawet biedniejsze społeczeństwo, co dla nastolatki było niewyobrażalnym czynem. Niallowi już dawno tego zabroniła, a że ten jej posłuchał, darzyła go większym zaufaniem.
Stała przez dobre kilka minut, po czym jednak uznała, że jest za zimno i wróciła do środka. Usiadła naprzeciwko Tomlinsona, po którego minie od razu rozpoznała, że coś jest nie tak. Pomimo swojej wrogiej natury, szatyn był jak otwarta karta. Nie zależnie od tego czy był smutny, wkurzony, radosny - było to widać po nim i tyle. Na samą myśl o tym, na twarzy Cassie pojawił się przelotny uśmieszek, co chłopak od razu zauważył.
- No i co cie tak bawi? - Zapytał zirytowany.- Ty - odpowiedziała jakby nigdy nic. Pomimo tego, że Louis akceptował jej osobę, to i tak dziewczyna sprawiała, że krew go zalewała. Tomlinson się zirytował, tym samym dając satysfakcję Cassie.
- Wredna franca - odezwał się ponownie, bawiąc Evans jeszcze bardziej. Dziewczyna nie musiała się odzywać, by nad nim górować. - Nie mam sił na przekomarzanie się z tobą. Czego ode mnie oczekujesz?
- Co cię wyprowadziło z równowagi? - Zadała nurtujące ją pytanie.
- Gówno cię to obchodzi, więc po co pytasz?! - Niemalże krzyknął. Nie brakowało mu nerwów, a natrętna koleżanka nie była mu do niczego potrzebna.
- Mógłbyś przestać mnie traktować, jak obcą osobę - stwierdziła, zachowując spokojny ton. Tym sposobem chciała otrzymać od Tomlinsona to samo. Krzyki pogorszyłyby sprawę.
Może i Lou miał w przeszłości dość brutalny incydent, ale był częścią ich paczki, więc Evans miała prawo martwić się o niego, jak z resztą każdy z nich. Owszem, nie okazywała tego, ale gdzieś w głębi martwiła się.
- Mógłbym, ale...
- Jestem dziewczyną? - Przerwała mu. Po raz kolejny ją potraktował gorzej ze względu na płeć. Przecież zachowuje się jak cała banda, więc powinien chociaż odpowiedzieć normalnie, a nie ją zbywać. - Daruj sobie.
W myślach przeklinała na jego osobowość, ale nie dała tego po sobie poznać. Było coś, co wkurzało ją bardziej niż okradanie biednych. Dyskryminacja.
Nadal obserwowała jego zachowanie oczekując odpowiedzi na pytanie.
- Oh, odpierdol się z tym swoim "dyskryminujesz mnie ze względu na płeć" - Odezwał się po chwili milczenia. Cytując Cassie, przedrzeźniał ją.
- Skończyłabym z tym, gdybyś w końcu przestał żyć przeszłością - odparła natychmiast niewzruszona.
Wspomniała o starych dziejach. Wspomniała o czymś, co zmieniło jego życie. W końcu gdyby nie Adriana Jones, Louis nie trafiłby do poprawczaka i nie stał się tym, kim jest teraz. Nie bardzo wiedział co jej odpowiedzieć. Zwyczajnie go zatkało.
- Jak nie chcesz mi powiedzieć, to trudno. Męcz się z tym sam i pal więcej. Może po śmierci dojrzejesz do pewnych spraw. - Blondynka wstała z miejsca i ruszyła na dalszą bezcelową wędrówkę po posiadłości, zostawiając szatyna sam na sam ze swoimi myślami.
Udała się na piętro. Widziała, gdzie przebywa obecnie Stan, więc ostatecznie postanowiła się udać do niego. Nie zapukała nawet, tylko weszła i rozsiadła się na poduszkowej pufie.
- Cześć - powiedziała, tym samym uświadamiając Andersonowi, że nie jest sam w pokoju. Nie zauważył jej wejścia, ponieważ wciąż był zapatrzony w ekran komputera.
- Coś się stało? - Uniósł wzrok ku kumpeli, ale nie wytrzymał długo, ponieważ chwilę później znowu wrócił do przeglądania nowego folderu.
- Zastanawiam się tylko, co męczy tego frajera, co siedzi w salonie i ciągnie jednego szluga za drugim - westchnęła.
- Być może dlatego, że mu przygadałem, bo wtykał nos w nie swoje sprawy.
- Być może? A co takiego mu powiedziałeś? - Przyglądała się swoim dłoniom, udając niewzruszoną, jednakże informacja o tym, co zaburzyło stan emocjonalny Tomlinsona była jej niezwykle potrzebna, by sama mogła odpowiedzieć na pytanie, które zadała szatynowi.
Stan nie zwracał kompletnie uwagi na Evans, tylko wpatrywał się w ekran laptopa. Zirytowana dziewczyna wstała, po czym rzuciła się na łóżko obok chłopaka. Zanim ten zdążył się zorientować, co się dzieje. Cassie zobaczyła co przeglądał.
- O kurwa - szepnęła.
Anderson pośpiesznie zamknął laptopa, po czym zerwał się z łóżka. Zmierzył wzrokiem Cas. Był wściekły i to bardzo. Blondynka zwyczajnie popełniła błąd, ale dla niego się to przecież nie liczyło.
______________________________________________
Echo(Zuza): Jest mi smutno, ponieważ pod ostatnim rozdziałem było mniej komentarzy. Błagam, komentujcie. To ważne, żeby mieć kontakt z czytelnikami i wiedzieć co im się podoba, a co nie. Wytykanie błędów mile widziane, serio. Teraz mnie zaskoczcie, okej? Jesteś tu, więc skomentuj.
Oshawott(Karola): W końcu mnie natchnęło. To, że nie było rozdziału tak długo to moja wina. Wybaczcie mój brak weny :c
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Więcej Cassie! :D
OdpowiedzUsuńLubię Harry'ego. Nie wiem. Jest taki głupiutki, nie głupi tylko głupiutki. Jak Nana XD Taki głupiutki słodziak. Tyle, że Harry jest mniej agresywny... I nie gryzie xD
Kocham Lou. Przykro mi, że nie umie pogodzić się z przeszłością :C Dajcie mu jakąś stawiającą na swoje, upartą, pewną dziewczynę. Byłyby głupie sprzeczki, no ale może by mu przeszło XD
Stan jest okropny. Ale wybrał sobie słaby cel. Sheila i tak nie ma życia, więc nie ma czego jej rujnować. lol
No chyba, że po prostu chce mieć coś na dobranoc. (if you know what I mean) To oczywiście nie mam nic przeciwko.
Kiedy będzie więcej Cassie? Kiedy pojawi się jej akcja?
Louisem też bym nie pogardziła :D
^^
a ogólnie to "gwizdka" spadła Stanowi :/ nie jestem z tego powodu dumna :/
a ten pierwszy gif Cassie napierdala. bania lepsza niż u cygana.
party hard!
but first... let me take a selfie!
Świetny! <3
OdpowiedzUsuńCiekawe co Stan zrobi Cassie? :o
Czekam na następny <3
Komentarz mi się usunął, a był taki długi ;c
OdpowiedzUsuńNo cóż, to w skrócie. Uwielbiam to jak Stanowi
zależy na Sheili, jest wtedy taki groźny i słodki *.*
A Styles niech się od niej odbimba xd
Nie wiem czemu, ale nie przepadam za Cassie,
denerwuje mnie, sama nawet nie wiem czym jest
to spowodowane. Ni chu,chu nie pasuje mi ona do Zayna,
ale to moje jak zwykle dziwne zdanie.
Chciałabym aby pojawiła się jakaś akcja, żeby Stan
pokazał Sheili jak bardzo mu na niej zależy...chociaż..
skoro ma takie jej zdjęcia to może wcale mu na niej nie zależy?
Teraz mam problem. Boże, znowu moje dziwne rozkminy :P
Tak na koniec, nie mam żadnych uwag, rozdział naprawdę
bardzo dobry, przyjemnie się go czyta. :)
Życzę Wam weny i do następnego, Di.x
Superrrrr.... dopier zaczelam czytac twojego bloga. I stwierdzam zr jest grnialny... dziewczyno ty masz talent i co najwazniejsza pomysly xD pozdrawiam :3
OdpowiedzUsuńGeneralnie, to jesteśmy dwie :)
UsuńDziękujemy xx