- Wypierdalaj z mojego pokoju - powiedział cicho.
Evans zawahała się chwile, po czym ruszyła w ciszy ku drzwiom. Gdy już się przy nich znalazła - zatrzymała się. Odwróciła się, a następnie zlustrowała wzrokiem chłopaka.
- Jesteś popierdolony - stwierdziła, po czym wyszła.
Ponownie udała się do salonu, gdzie nadal siedział Tomlinson. Westchnęła głęboko, zajmując swoje poprzednie miejsce.
- Masz rację, Cassie - odezwał się szatyn. Tym razem to ją zatkało. Nie spodziewała się nigdy po nim takich słów. Przyglądała się mu zdziwiona. - Może faktycznie za bardzo... Może... - Louis nie mógł się wysłowić. - Może żeby zakopać topór wojenny oraz udowodnić tobie, jak i mi, to, że nie jesteś taka sama jak inne dziwki... To znaczy dziewczyny - poprawił się. - Pójdziemy dzisiaj razem na jakąś imprezę? - Powiedział w końcu co miał powiedzieć, jednakże nie dostał szybko odpowiedzi, więc uświadomił sobie jak to mogło zabrzmieć. - Oczywiście nie jako para, tylko jako przyjaciele - Na koniec jeszcze wyszczerzył swoje już trochę zżółkłe od papierosów zęby.
- Dobrze - Również odpowiedziała uśmiechem. - Przyjacielu...
***
Po kilku minutach dostała swoją kawę. Upiła kilka łyków, brudząc usta dookoła bitą śmietaną. Westchnęła zirytowana i otarła chusteczką usta. Spojrzała na kelnera, który wciąż nie odchodził od jej stolika. Wymownie uniosła brew i czekała na jakąś wypowiedź z jego strony.
Przeszła przez próg kawiarni i od razu udała się do swojego ulubionego stolika, który znajdował się w kącie. Zajęła miejsce na skórzanym krześle, a obok siebie ułożyła swoją torbę z książkami. Wyjęła gazetę i otworzyła ją na stronach z ofertami pracy. Westchnęła i spojrzała na kelnera, który zwrócił na siebie uwagę.
- Co podać? - Posłał jej firmowy uśmiech.
- Białą mocha.
- Się robi! - Zapisał zamówienie w notesiku, po czym odszedł szybkim krokiem.
Sheila wywróciła oczami i otworzyła pomarańczowy marker, po czym zabrała się za zaznaczanie interesujących ją ofert, których tak na prawdę było bardzo niewiele.
Po kilku minutach dostała swoją kawę. Upiła kilka łyków, brudząc usta dookoła bitą śmietaną. Westchnęła zirytowana i otarła chusteczką usta. Spojrzała na kelnera, który wciąż nie odchodził od jej stolika. Wymownie uniosła brew i czekała na jakąś wypowiedź z jego strony.
- Jestem Nate - Wyciągnął rękę w jej stronę.
- Sheila - Uścisnęła ją z grzeczności.
- Często tu przychodzisz, prawda?
- Średnio co drugi dzień. - Przechyliła delikatnie głowę.
Chłopak momentalnie wrócił do swojej pracy, kiedy zauważył starszego mężczyznę, wychodzącego z zaplecza. Zachichotała cicho pod nosem i wzięła do ręki swój telefon. Wykonała kilka połączeń do domniemanych pracodawców, którzy już z góry skreślili ją z listy na kandydatkę do pracy. Zirytowana schowała po godzinie urządzenie do torby i zapłaciła za kawę, wychodząc z lokalu.
Szła wzdłuż ulicy, przyglądając się wystawom sklepowym. W końcu stanęła koło przystanku autobusowego i przyjrzała się słupowi, na którym wisiały różne ogłoszenia. Uśmiechnęła się, znajdując coś, co w sumie jej odpowiadało i urwała karteczkę z numerem telefonu. Na odwrocie spisała adres i od razu wsiadała do autobusu. Kupiła bilet i zajęła miejsce blisko drzwi.
Dwudziestopięcio minutowa jazda była dla niej okrucieństwem. Wysiadła koło pasażu handlowego i popędziła w stronę części budowlanej. Weszła do sklepu i ruszyła w stronę mężczyzny z obsługi.
- Dzień dobry. Mogłabym porozmawiać z kierownikiem? - zapytała.
- W jakiej sprawie? - Przeczesał swoje brązowe włosy.
- Znalazłam ogłoszenie o pracę - uśmiechnęła się.
- Zapraszam.
Wskazał jej ręką kierunek i poszedł przodem. Utrzymywała między nimi dystans kilku kroków. Przeszli przez kilka działów, a następnie mężczyzna zapukał do drzwi, wpuszczając ją do środka.
- Jesteś idiotką - powiedziała Effy.
- Czepiasz się. Ważne, że będę miała z tego dosyć dobrą kasę.
- Nadajesz się do czegoś więcej niż do pracy w sklepie budowlanym.
Sheila uniosła brew i westchnęła zrezygnowania. Dopiła swoją mrożoną kawę i spojrzała na prawie bezchmurne niebo, które powoli szarzało i zwiastowało wieczór. Wyrzuciła pusty kubeczek do kosza obok i podniosła się z ławeczki, zachęcając również do tego swoją koleżankę. Obie ruszyły w stronę wyjścia z parku i pożegnały się uściskiem.
Obie nastolatki ruszyły w przeciwne kierunki. Sheila poprawiła torbę na swoim ramieniu i przeszła przez ulicę. Wcisnęła dłonie do kieszeni bluzy i poprawiła włosy, które pod wpływem wiatru zasłaniały jej widoczność.
Spojrzała na włączające się lampy. Niektóre z nich mrugały, a po chwili gasły i uruchamiały się na nowo. Wiatr przybrał na sile, a niebo pociemniało. Sheila wydała z siebie dźwięk przypominający zbolały jęk. Zanosiło się na burzę.
Zderzenie z czyjąś posturą było dla niej jak orzeźwiający kubeł wody. Podniosła swój wzrok i miała ochotę zwrócić obiad, widząc ten przebrzydły uśmieszek, który już po chwili przypominał grymas niezadowolenia.
- Miałaś się odezwać - bąknął Stan.
- Nie obchodzi mnie to, co myślisz.
- Czyżby? - uniósł brew.
- Po prostu się odczep - Dodała już mniej śmiało. - Miałeś swoją randkę i...
- Chcę więcej - Jego głos był stanowczo za niski. I stanowczo za onieśmielający.
Prychnęła i wyminęła go, lecz już po kilku sekundach ponownie stała z nim twarzą w twarz, gdyż mocno złapał jej przedramię i przyciągnął do siebie. Ich klatki piersiowe się zetknęły, a oddech dziewiętnastolatki przyspieszył.
- Lubię twoją bliskość, wiesz? - Mruknął jej do ucha.
- Ale ja twojej nie - odepchnęła go.
Oboje nie mieli pojęcia, że uliczkę dalej z papierosem w ustach stał Harry, wpatrując się w nich z zainteresowaniem. Uśmiechnął się, wydmuchując szarawy dym. Praktycznie przyglądał się tylko Sheili, lustrując jej ciało i wyobrażając je sobie w zupełnie innych strojach... lub bez.
Styles wiedział, że dziewczyna chciała go spławić. Kilkakrotnie dźgnęła go palcem w tors, na co zielonooki wywrócił oczami. Stan śmiał jej się prosto w twarz, ale potem szybko zmieniał swój nastrój i wręcz cedził przez zęby słowa, których ona musiała wysłuchiwać.
Po upłynięciu trzech kwadransów znudzony Stan wsunął jej do dłoni zwiniętą w rulonik karteczkę. Spojrzała na niego jak na totalnego debila i kiedy chciała mu ją oddać, on zacisnął jej palce w pięść.
- Przeczytaj w domu. Spodoba ci się - Puścił jej oczko, a chwilę potem odszedł.
Stan wyjął swój telefon z kieszeni i wybrał numer do Harry'ego. Szatyn szybko odebrał.
- Załatwisz mi dragi. Tyle ile możesz jak dla jednej osoby.
- Stary, przećpać się chcesz? - Dalej przyglądał się Sheili, która zmierzała w kierunku domu.
- Nie interesuj się. Rób co każę, a dostaniesz gruby szmal.
Nie czekając dłużej, najzwyczajniej w świecie się rozłączył. Wsiadł do auta i ruszył do swojej posiadłości, gdzie Cassie namawiała część znajomych na wspólne wyjście do klubu.
Pomyślała sobie, że jeżeli zgodzi się pójść do tego cholernego klubu, w końcu Stan odpuści i zostawi ją w spokoju. Ubrała na siebie podarte, bordowe spodnie oraz zapożyczoną już od miesiąca czarną koszulę od Elizabeth. Spięła swoje włosy w wysokiego kucyka i wykonała staranny makijaż, co zupełnie dało inny wyraz jej twarzy. Całość uzupełniały ciemne szpilki, mimo wszystko delikatna biżuteria i kopertówka w kolorze podobnym do spodni.
Wywróciła oczami na swoje odbicia i sięgając po kurtkę, wyszła z mieszkania, zamykając je za sobą. Przed budynkiem czekała na nią taksówka. Podała mężczyźnie, który prowadził, karteczkę z adresem, który dostała od Andersona.
Nużąca muzyka, dobiegająca z radia, wcale nie umiliła jej półgodzinnej podróży. Zapłaciła odpowiednią sumę i wysiadła przed budynkiem, który wręcz migotał od neonów znajdujących się na nim. Podeszła do ochroniarza i popatrzyła na tłum - Jestem przyjaciółką... Stana Adresona - szepnęła.
- Właź, mała - Burknął niskim głosem i otworzył jej drzwi.
Uśmiechnęła się w podzięce i zgodnie z poleceniem ruszyła w lewą stronę, gdzie znajdował się bar, a zaraz za nim kręte schody, po których weszła. Usiadła samotnie na skórzanej kanapie, mając widok na cały parkiet. Westchnęła i napiła się drinka, który już na nią czekał.
Skrzypnięcie i ugięcie się kanapy oznajmiło jej o czyjejś obecności. Odłożyła szklankę na stolik, a do jej nozdrzy dotarł ostry zapach męskich perfum. Obróciła głowę, przyglądając się dwudziestoczterolatkowi ubranemu w białą koszulkę z trójkątnym dekoltem, sportową marynarkę i ciemne spodnie. Oparła się o mebel, zakładając na nogę na nogę.
- Sheila... jak zwykle piękna i czarująca... - wymruczał.
Jej policzki mimowolnie przybrały odcień pomidora. Spuściła wzrok, ale z zamyśleń wyrwało ją szarpnięcie jej podbródkiem. Przełknęła ślinę, wpatrując się w oczy Stana.
- Piękna i cała moja... - Swoje słowa przypieczętował pocałunkiem, złożonym na jej ustach.
Szła wzdłuż ulicy, przyglądając się wystawom sklepowym. W końcu stanęła koło przystanku autobusowego i przyjrzała się słupowi, na którym wisiały różne ogłoszenia. Uśmiechnęła się, znajdując coś, co w sumie jej odpowiadało i urwała karteczkę z numerem telefonu. Na odwrocie spisała adres i od razu wsiadała do autobusu. Kupiła bilet i zajęła miejsce blisko drzwi.
Dwudziestopięcio minutowa jazda była dla niej okrucieństwem. Wysiadła koło pasażu handlowego i popędziła w stronę części budowlanej. Weszła do sklepu i ruszyła w stronę mężczyzny z obsługi.
- Dzień dobry. Mogłabym porozmawiać z kierownikiem? - zapytała.
- W jakiej sprawie? - Przeczesał swoje brązowe włosy.
- Znalazłam ogłoszenie o pracę - uśmiechnęła się.
- Zapraszam.
Wskazał jej ręką kierunek i poszedł przodem. Utrzymywała między nimi dystans kilku kroków. Przeszli przez kilka działów, a następnie mężczyzna zapukał do drzwi, wpuszczając ją do środka.
- Jesteś idiotką - powiedziała Effy.
- Czepiasz się. Ważne, że będę miała z tego dosyć dobrą kasę.
- Nadajesz się do czegoś więcej niż do pracy w sklepie budowlanym.
Sheila uniosła brew i westchnęła zrezygnowania. Dopiła swoją mrożoną kawę i spojrzała na prawie bezchmurne niebo, które powoli szarzało i zwiastowało wieczór. Wyrzuciła pusty kubeczek do kosza obok i podniosła się z ławeczki, zachęcając również do tego swoją koleżankę. Obie ruszyły w stronę wyjścia z parku i pożegnały się uściskiem.
Obie nastolatki ruszyły w przeciwne kierunki. Sheila poprawiła torbę na swoim ramieniu i przeszła przez ulicę. Wcisnęła dłonie do kieszeni bluzy i poprawiła włosy, które pod wpływem wiatru zasłaniały jej widoczność.
Spojrzała na włączające się lampy. Niektóre z nich mrugały, a po chwili gasły i uruchamiały się na nowo. Wiatr przybrał na sile, a niebo pociemniało. Sheila wydała z siebie dźwięk przypominający zbolały jęk. Zanosiło się na burzę.
Zderzenie z czyjąś posturą było dla niej jak orzeźwiający kubeł wody. Podniosła swój wzrok i miała ochotę zwrócić obiad, widząc ten przebrzydły uśmieszek, który już po chwili przypominał grymas niezadowolenia.- Miałaś się odezwać - bąknął Stan.
- Nie obchodzi mnie to, co myślisz.
- Czyżby? - uniósł brew.
- Po prostu się odczep - Dodała już mniej śmiało. - Miałeś swoją randkę i...
- Chcę więcej - Jego głos był stanowczo za niski. I stanowczo za onieśmielający.
Prychnęła i wyminęła go, lecz już po kilku sekundach ponownie stała z nim twarzą w twarz, gdyż mocno złapał jej przedramię i przyciągnął do siebie. Ich klatki piersiowe się zetknęły, a oddech dziewiętnastolatki przyspieszył.
- Lubię twoją bliskość, wiesz? - Mruknął jej do ucha.
- Ale ja twojej nie - odepchnęła go.
Oboje nie mieli pojęcia, że uliczkę dalej z papierosem w ustach stał Harry, wpatrując się w nich z zainteresowaniem. Uśmiechnął się, wydmuchując szarawy dym. Praktycznie przyglądał się tylko Sheili, lustrując jej ciało i wyobrażając je sobie w zupełnie innych strojach... lub bez.
Styles wiedział, że dziewczyna chciała go spławić. Kilkakrotnie dźgnęła go palcem w tors, na co zielonooki wywrócił oczami. Stan śmiał jej się prosto w twarz, ale potem szybko zmieniał swój nastrój i wręcz cedził przez zęby słowa, których ona musiała wysłuchiwać.
Po upłynięciu trzech kwadransów znudzony Stan wsunął jej do dłoni zwiniętą w rulonik karteczkę. Spojrzała na niego jak na totalnego debila i kiedy chciała mu ją oddać, on zacisnął jej palce w pięść.
- Przeczytaj w domu. Spodoba ci się - Puścił jej oczko, a chwilę potem odszedł.
Stan wyjął swój telefon z kieszeni i wybrał numer do Harry'ego. Szatyn szybko odebrał.- Załatwisz mi dragi. Tyle ile możesz jak dla jednej osoby.
- Stary, przećpać się chcesz? - Dalej przyglądał się Sheili, która zmierzała w kierunku domu.
- Nie interesuj się. Rób co każę, a dostaniesz gruby szmal.
Nie czekając dłużej, najzwyczajniej w świecie się rozłączył. Wsiadł do auta i ruszył do swojej posiadłości, gdzie Cassie namawiała część znajomych na wspólne wyjście do klubu.
Pomyślała sobie, że jeżeli zgodzi się pójść do tego cholernego klubu, w końcu Stan odpuści i zostawi ją w spokoju. Ubrała na siebie podarte, bordowe spodnie oraz zapożyczoną już od miesiąca czarną koszulę od Elizabeth. Spięła swoje włosy w wysokiego kucyka i wykonała staranny makijaż, co zupełnie dało inny wyraz jej twarzy. Całość uzupełniały ciemne szpilki, mimo wszystko delikatna biżuteria i kopertówka w kolorze podobnym do spodni.
Wywróciła oczami na swoje odbicia i sięgając po kurtkę, wyszła z mieszkania, zamykając je za sobą. Przed budynkiem czekała na nią taksówka. Podała mężczyźnie, który prowadził, karteczkę z adresem, który dostała od Andersona.Nużąca muzyka, dobiegająca z radia, wcale nie umiliła jej półgodzinnej podróży. Zapłaciła odpowiednią sumę i wysiadła przed budynkiem, który wręcz migotał od neonów znajdujących się na nim. Podeszła do ochroniarza i popatrzyła na tłum - Jestem przyjaciółką... Stana Adresona - szepnęła.
- Właź, mała - Burknął niskim głosem i otworzył jej drzwi.
Uśmiechnęła się w podzięce i zgodnie z poleceniem ruszyła w lewą stronę, gdzie znajdował się bar, a zaraz za nim kręte schody, po których weszła. Usiadła samotnie na skórzanej kanapie, mając widok na cały parkiet. Westchnęła i napiła się drinka, który już na nią czekał.
Skrzypnięcie i ugięcie się kanapy oznajmiło jej o czyjejś obecności. Odłożyła szklankę na stolik, a do jej nozdrzy dotarł ostry zapach męskich perfum. Obróciła głowę, przyglądając się dwudziestoczterolatkowi ubranemu w białą koszulkę z trójkątnym dekoltem, sportową marynarkę i ciemne spodnie. Oparła się o mebel, zakładając na nogę na nogę.
- Sheila... jak zwykle piękna i czarująca... - wymruczał.
Jej policzki mimowolnie przybrały odcień pomidora. Spuściła wzrok, ale z zamyśleń wyrwało ją szarpnięcie jej podbródkiem. Przełknęła ślinę, wpatrując się w oczy Stana.
- Piękna i cała moja... - Swoje słowa przypieczętował pocałunkiem, złożonym na jej ustach.
***
Oshawott(Karola): Rozdział w większości pisany przeze mnie. Zdaję sobie sprawę, że występują powtórzenia xD Ale wybaczycie mi to chyba, co? Może podejrzewacie, co się stanie, hm? :) Czekamy na komentarze x
Echo(Zuza): Mało komentarzy ostatnio było. Co się z wami dzieje? :( Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
Echo(Zuza): Mało komentarzy ostatnio było. Co się z wami dzieje? :( Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
Czytasz = Komentujesz

No w końcu, Stan coś zrobił :P
OdpowiedzUsuńRozdział podoba mi się i to bardzo, jest tu dużo Sheili i Stana, więc jeszcze bardziej mi się podoba :D Zastanawiam się tylko co knuje Styles, jestem pewna, że będzie z tego niezła zadyma. Albo mi się zdaje, albo rozdział jest dłuższy niż pozostałe, co oczywiście jest dużym plusem. Bardzo dobrze czyta mi się Wasze opowiadanie, pisanie wychodzi Wam genialnie, oby tak dalej! ;3
Ps. brakuje mi trochę Zayna.
Do następnego, Di.x
świetny!
OdpowiedzUsuńUwielbiam! Strasznie mi się podobał, czekam na nowy :)
OdpowiedzUsuńWszystko super <3 tylko tytuł popraw :-)
OdpowiedzUsuńChodzi o konkretne słowo. Mianowicie "każe" :)
UsuńPoza tym wszystko super! <3
PER-FECT <3
OdpowiedzUsuńTylko mam prośbę mogło by być troszkę więcej Cassie? <3
Tak ogólnie piszesz na prawdę świetne rozdziały <3
Oby tak dalej <3
Kocham Cię <3
Boski <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Opowiadanie odkryłam wczoraj i właśnie skończyłam czytać. Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest swietne. Czekam ze zniecierpliwiniem na next. ^^
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuńRozdział świetny. Stan jest zbyt siebie pewny. A Harry jest napalony hehe
OdpowiedzUsuńrOZDZIAŁ ŚWIETNY :p
gRATULUJE wAM
@JustinePayne81
Sqietny rozdzial. Czekam na nn. :3
OdpowiedzUsuńKiedy next? ;-;
UsuńCo sie stalo? ;-; Czemu nie ma rozdzialu?
OdpowiedzUsuńGenialny xD czekam ns next :D
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdiał??
OdpowiedzUsuńCzemu nadal nie ma rozdzialu? Ani zadnej notki czy cos
OdpowiedzUsuń